Tym razem chciałam trochę podpowiedzieć jak poradzić sobie z przykrymi uczuciami – głównie z rodziny lęku – które stają się naszym udziałem w reakcji na pandemię covid 19?

Na pewno na samopoczucie wpływa organizacja własnych działań, dostateczna ilość wysiłku fizycznego w ciągu dnia, kontakt z bliskimi, unikanie autodestrukcyjnych nawyków.. to jednak nie rozwiąże problemu paraliżującej świat śmiertelnej choroby. W takiej sytuacji po prostu się boimy. Martwienie się o los swój, bliskich czy dalekich, podczas pandemii – jest nie tylko normalne, ale i całkiem rozsądne. Nie jest powodem do wstydu, a raczej potraktowania się w tym trudnym czasie ze szczególną troską, a nawet czułością.

 

Mając na uwadze samopoczucie populacji WHO nakłania do „racjonalizowania lęku”. Oznacza to taki sposób myślenia, który raczej będzie nas uspokajał niż niepokoił. Jako eksperta w tej dziedzinie można by (obok psychologów poznawczych) przywołać Alberta Ellisa, ojca Psychoterapii racjonalno – emotywnej, specjalistę od terapii nerwicy. Podejście Ellisa dobrze streszcza tytuł jednej z jego książek (niestety brak polskiego wydania) „How to Stubbornly Refuse to Make Yourself Miserable About Anything - Yes, Anything!” Czyli; „Jak uparcie odmawiać uczynienia swojego życia żałosnym z jakiegokolwiek powodu – tak jakiegokolwiek!”. Ellis uznał, że wobec nieszczęścia, niekorzystnego doświadczenia, nie mamy właściwie wyboru jak „czuć się źle” – zależnie od konkretu sytuacji. Często jednak swoim myśleniem, przyczyniamy się do tego, by raczej czuć się bardzo źle. Więc, co prawda nie jest możliwe ani racjonalne usunięcie przykrych uczuć, to jednak mamy znaczny wpływ na ich nasilenie.

 

Podkreślał ludzką zdolność do wpływania na własny nastrój – potrafimy naprawdę skutecznie zmieniać swoje samopoczucie – i to jak intensywnie się w to angażujemy – zazwyczaj wiele razy w ciągu dnia mówimy do siebie w sposób, który modyfikuje nasz stan – i to, że bezwiednie, często robimy to tak, by poczuć się gorzej („jestem beznadziejna”, „to mi na pewno nie wyjdzie” "ludzie są podli").  Można by to uprościć do schematu;

 


Sytuacja x  ------------ ► u c z u c i a

 

np. pandemia ---------  obawa, niepewność  

 

 

 

Sytuacja x -----► u c z u c i a  ----sposób myślenia--------► uczucia wtórne

 

pandemia -----► niepewność  ---- sposób myślenia -------  panika, beznadzieja      


 

Ellis zachęcał Pacjentów, by odwrócili kierunek swoich oddziaływań i zamiast wzmagać przykry stan niekonstruktywnymi myślami, spotkali się z nim i zatroszczyli o siebie. Uczucia są nam z natury przyjazne, to wewnętrzny kompas podpowiadający drogę do szczęścia. Przyjęte – a więc świadomie przeżywane – będą naturalnie dążyć do bardziej korzystnej formy; złość poszuka przejścia np. do przebaczenia, smutek pocieszenia. Tak jesteśmy zrobieni; uczucia „chcą wypowiedzieć swoje i odejść”, ustępując równowadze w dążeniu do komfortu. Całkiem inaczej zachowuje się lęk, pobudzany konstruowanymi przez nas myślami; nie potrafi znaleźć ukojenia – jest wiecznie bijącym źródłem napięcia. Przyglądając się z bliska, dostrzeżemy negatywne sprzężenie zwrotne; w odpowiedzi na lęk, tworzymy zalęknione myśli, te wzmagają uczucie – błędne koło zamyka się, rusza perpetuum mobile napięcia.   

Co ciekawe, pierwotne uczucie, przesłonięte tym nienaturalnie wzmożonym, często jest dużo delikatniejsze, tylko w jakiś sposób trudne do przyjęcia. Może to być np. poczucie bezsilności, zależności, dezorientacji – którego nawykowo nie pozwalamy sobie czuć. Szczególnie często będzie to niepewność. Ten delikatny stan, jakby oczekiwania w zawieszeniu, mobilizacji bez jednoznacznych wskazówek.. dla wielu osób jest tak niekomfortowy, że wolą stworzyć wytłumaczenie uzasadniające lęk niż przy nim pozostać. Niepewność; „jestem zagrożony czy nie?” chętnie zamienią na pewność „No tak, a więc TO mi grozi!”. Nieprzypadkowo mówi się o „nietolerancji niepewności”, gdyż podobnie jak w nietolerancjach pokarmowych, gdy błędne koło rusza, jej niewielka i ukryta ilość, może objawić się silną, nieprzyjemną reakcją.

 

                          Obecnie wszyscy pozostajemy w niepewności, z różną podatnością na reagowanie lękiem i w mniejszym lub większym stopniu możemy to przykre uczucie nasilać. Mogę chyba założyć, że wszyscy się martwimy, choć w różnym stopniu i dużo więcej mamy okazji, by na krócej lub dłużej wdepnąć w błędne koło eskalacji lęku, ale też przygnębienia czy goryczy.  To delikatna sytuacja; zmartwienie jest przecież naturalną reakcją, z drugiej strony – jeśli nadmiernie ją nasilimy – zapłacimy cierpieniem. Czy istnieje granica?

Psychologowie poznawczy zakładają, że tak i proponują m.in. takie kryteria;

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Być może uwzględniając to rozróżnienie możesz powiedzieć czy Twoje martwienie się pozostaje w ramach korzystnych dla Ciebie, czy też przekracza je, jeżeli tak – jak daleko?

 

Jeżeli sposobem myślenia dolewasz oliwy do ognia niepokoju to warto wiedzieć w jaki sposób to robisz. Różne zniekształcenia poznawcze sprawiają, że strach ma wielkie oczy. Opiszę kilka z nich, szczególnie pasujących do sytuacji pandemii.   

 

- Wszystko zaczyna się od koncentracji uwagi; każdy, kto w ostatnich tygodniach przeszedł od stanu „cały dzień słucham tv i przeglądam newsy w Internecie” do „jestem w miarę na bieżąco, wolę się nie denerwować”  - odczuł na własnej skórze jak koncentracja potrafi postawić stres w centrum doświadczenia i go rozciągać. Przybliżać i zwiększać poczucie zagrożenia. Mądrzy ludzie podpowiadają ;) , iż jest w naszym ręku, by widzieć pustą lub pełną połowę szklanki. Optymizm czy pesymizm – nastawienie wyznaczające trajektorię działań człowieka – jest pochodną koncentracji uwagi. Tzw. selektywne postrzeganie to tendencja do przeżywania elementów sytuacji zgodnych z moim nastawieniem (np. zagrażających) a unieważniania niezgodnych. W obecnej sytuacji może polegać na tym, iż będą szczególnie wpadać mi w ucho liczby chorych, niedomagania systemu zdrowia, mnogie sytuacje zagrożenia zakażeniem a jednocześnie nie będę wyciągać optymistycznych wniosków z wprowadzonych obostrzeń, opracowywanych na świecie lekarstw i szczepionek, łagodnego przebiegu u zdecydowanej większości chorych, mocnych stron własnej odporności czy osobistego przestrzegania zaleceń. Jeżeli mocne strony nie będą równoważyć słabych, to tak jakbym miał stawić im czoła całkiem bezradny.  

 

- wyolbrzymianie – szczególnie w początkach pandemii padały szacunki ilości przyszłych zachorowań i zgonów, którym na szczęście nie mamy szansy dorównać. Można zwiększać subiektywnie odbierane ryzyko własnego zachorowania czy wyolbrzymiać przyszłe trudności krajowej i światowej gospodarki. Pewnym pułapem tego zniekształcenia staje się tzw. katastrofizowanie – kiedy tworzone przewidywania kreują obraz załamujący ludzkie zdolności zaradcze. Obecna sytuacja według bardzo nielicznych nie spełnia kryteriów klęski żywiołowej, a jednak w katastroficznych wizjach dopisywano do niej niejedno dno, jak głód (czy o czym jeszcze mógł świadczyć znikający papier toaletowy), zamieszki, wojny światowe i domowe..  Kolejnym jeszcze krokiem w stronę zniekształceń postrzegania wzmagających lęk może być nadawanie sytuacji ram beznadziei; „jeżeli zostanie na mnie nałożony obowiązek kwarantanny – zostanę w domu bez jedzenia i nic nie da się z tym zrobić”. „Świat już nigdy nie wróci do normy.” „Cywilizację, która chciała chodzić po księżycu, wykończy zupa z nietoperza..” (mem)

 

- Myślenie czarno-białe, nazywane „wszystko albo nic”, „albo, albo”. Polega na postrzeganiu w kategoriach dwóch skrajności, bez stopniowania czy uwzględnienia złożoności sytuacji: coś (ale też ja) jest albo dobre, albo złe, w efekcie wystarczy jedna chmurka na niebie, by zanosiło się na burzę. W realiach pandemii; „Jeżeli w moim województwie wykryto osoby chore, to pójście do sklepu jest ogromnie ryzykowne.” „Naukowcy mówili, że 80 % społeczeństwa musi zachorować – więc niebawem wszystkich wokół ogarnie infekcja.”  „Będziemy w trudnej sytuacji gospodarczej = nie damy rady” „Jeżeli się zarażę - na pewno umrę.”

 

- Przepowiadanie przyszłości inaczej myślenie „a co jeśli..?” – to zniekształcenie dające najbarwniejsze owoce, w obecnej sytuacji od wojen i głodu, przez koniec świata, do różnych specyficznych fake news’ów. Przeżywanie na zapas czarnych scenariuszy może prowadzić do wywołania stanu zwanego reakcją „walki lub ucieczki” – skrajnej mobilizacji – przy jednoczesnym braku realnego wpływu na wyimaginowaną przecież rzeczywistość czy choćby konkretnych, wiarygodnych informacji na których można się oprzeć.  

 

Jak się chronić? Co zrobić by nie ulegać zniekształceniom poznawczym?

No właśnie racjonalizować; rozpoznawać je i odpowiadać myśleniem racjonalnym. Najważniejsze; nie „naiwnie uspokajającym”, ale weryfikującym informacje niepokojące i równoważącym je tymi, na których można się oprzeć. Szukającym potwierdzenia w faktach i uwzględniającym pełną połowę szklanki; rozwiązania, zasoby, wytrwałość, różne układy odniesienia  – takie, jakimi są one w rzeczywistości – a także respektującym  złożoność sytuacji i stan niewiadomej.

 

Proces ten wymaga dużo osobistego zaangażowania i wysiłku, może nawet tyle, co nakręcanie przykrego samopoczucia w błędnym kole. W razie potrzeby można wspomóc go różnymi ćwiczeniami, jak np. rozróżnianiem opinii od faktów, prowadzeniem dzienniczka myśli, nagrywaniem lękowych myśli i kolejnym weryfikowaniem ich.

Do werfyikowania niekonstruktywnego myślenia mogą posłużyć pytania pomocnicze;

 

  1.     a) Jakie konkretne, realne dowody przemawiają za lękowym myśleniem?

b) Jakie konkretne, realne dowody przemawiają przeciwko?

           c) Spróbuję zbudować racjonalny wniosek uwzględniający jedne i drugie.  

 

 Zbadajmy myśl "Niedługo wszyscy w Polsce będą chorzy i ja też"

 

           

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

C) PRZYKŁADOWA MYŚL ZRÓWNOWAŻONA; Świat ogarnęła pandemia choroby, której obecnie nie potrafimy zapobiegać, wiele osób choruje – zwłaszcza tam, gdzie pozwolono jej swobodnie się rozprzestrzeniać – jednak to wciąż niewielki procent społeczeństwa. Wprowadzone obostrzenia zmniejszyły potencjalną ilość chorych w Polsce. Przestrzegając zasad higieny i izolacji mogę z dużym stopniem prawdopodobieństwa zadbać o swoje bezpieczeństwo.

 

 2) Jakie konsekwencje będzie miało takie myślenie w moich uczuciach, działaniu, życiu?  Jakie konsekwencje miałaby zmiana myślenia?

Korzystając z powyższego przykładu. Jeżeli założę, że „niedługo wszyscy w Polsce będą chorzy i ja też” to prawdopodobnie odbije się to na mnie stresem, przygnębieniem, utratą nadziei. W efekcie mogę podjąć działania nastawione na ten specyficzny scenariusz lub – wręcz przeciwnie – popaść w rezygnację, apatię, zaniedbywać swoje codzienne życie, wycofać się z kontaktów lub wykorzystywać je do rozpowszechniania obaw. Zmiana myślenia może poprawić moje samopoczucie i ułatwić twórcze przystosowanie do tymczasowej sytuacji

 

3. a) Co może zdarzyć się w najgorszym razie? (Czy mogę sobie z tym poradzić?) b) Co zdarzy się w najlepszym razie? c) Co jest najbardziej prawdopodobne?

W najgorszym; choroba może znacznie rozprzestrzenić się w Polsce, tymczasowo przekraczając możliwości służby zdrowia, pozostać z nami lub powracać dopóki nie zostanie wyprodukowana szczepionka, czyli poniżej 2 lat. Prawdopodobnie byłbym w stanie przystosować się do takiego stanu rzeczy i poszukać swoich sposobów na satysfakcjonujące życie, choć nie byłyby to moje ulubione 2 lata. W najlepszym wypadku Covid-19 zacznie wkrótce ustępować. Najbardziej prawdopodobne jest, że pierwsza fala wirusa w Polsce powoli opadnie, przypadki choroby będą się pojawiać aż powstanie szczepionka, będziemy jednak na nie lepiej przygotowani.

 

4) Jak inaczej mogę na to spojrzeć?

  • Nawet jeżeli mam później zachorować – nie chcę już teraz cierpieć z tego powodu (bać się, martwić). Dość ma dzień dzisiejszy swoich zmartwień.

  • Skoro robię co w mojej mocy żeby nie zachorować - koncentracja na zagrożeniu nic mi już nie doda.

  • Niektórzy ludzie potrafią przechodzić przez kryzysy, a nawet odejść, pogodzeni z życiem – chcę być jednym z nich.

  • Czego ta sytuacja mnie uczy?

  • Lepiej przygotuję się do wyzwań zachowując pogodę ducha niż wywołując rozpacz tworami wyobraźni.

 

Wspomniany wcześniej Ellis, uważał, że główną przyczyną nerwicy jest oczekiwanie ideału od siebie, innych, bądź okoliczności i wierzył, że godząc się na niedoskonałość życia, ludzi i swojej osoby w dużej mierze uodparniamy się na cierpienie.

 

  1. Jeżeli mój przyjaciel znalazłby się w podobnej sytuacji, co bym mu powiedział?

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………...

......................................................................................................................................................................

 

 

W razie potrzeby oczywiście można też skorzystać ze spotkania z terapeutą, który nie tylko przybliży pomocne techniki, ale i pomoże sięgnąć w głąb i zrozumieć korzenie trudnych uczuć, poprawić strategie reagowania na nie itd. Szczęśliwie, kwarantanna zwiększyła dostępność dobrych specjalistów (co prawda online, ale bez długotrwałych kolejek) .

Oczywiście odwrotny skutek odniesie ciągłe sprawdzanie niepokojących informacji. Nieskuteczne z kolei okazać się mogą  te metody, które próbują oddalić niespokojne myśli, najpierw ich nie zmieniając, czyli np. zajadanie, zapijanie, inne nałogi, odreagowywanie, odpychanie myśli, odwracanie uwagi pracą czy telewizją  – one wrócą, a także naiwne, niewiarygodne uspokajanie „wszystko będzie dobrze”.  Jeżeli chcecie sprawnie radzić sobie z lękiem, warto też zrozumieć, że jest on jedynym uczuciem nie zakorzenionym w rzeczywistości a w fantazji. Im większą wiarygodność przydajemy danym wyobrażeniom – tym będzie silniejszy, jeżeli doświadczymy ich iluzoryczności – osłabnie, ustąpi. Stąd unikanie tego, czego się boję – zamyka mnie w wygodnej pułapce wypełnionej lękiem – ukrytym, dopóki nie podchodzę do jej granic. Wyjście z niej prowadzi poprzez spotkanie; najpierw z lękiem a później rzeczywistością o której mówi. Znalazłszy się pod wpływem tego uczucia stajemy przed wyborem; czy chcemy z nim współpracować czy mu się przeciwstawić? Współpracujemy, gdy działamy tak, jakby nasza zatrważająca fantazja była prawdziwa – „na wszelki wypadek chronimy się przed założonym zagrożeniem”, przeciwstawiamy się – sprawdzając i, raz po raz odkrywając, że lęk blefował. Zachowanie osób nadmiarowo przeżywających lęk będzie sparaliżowane unikaniem wyobrażonych zagrożeń lub zabezpieczaniem się przed nimi.  I przeciwnie; osoba bojąca się lotów może pokonać trudne uczucia, jeżeli zdecyduje się latać i odkryje, że ryzyko nie jest tak pewne a doświadczenie tak przerażające jak podpowiadała jej wyobraźnia, ktoś drżący na myśl o wystąpieniach publicznych – gdy zdecyduje się skonfrontować  – może odkryć, że ludzie nie są tak surowi, ewentualne niepowodzenie nie ma takiej wagi, on sam posiada większe kompetencje niż myślał a gdy już zaczął, trema opadła i poszło mu znacznie lepiej niż zakładał „scenariusz”. „Testowanie rzeczywistości” to proces użyteczny w walce z lękiem na poziomie już nie myśli a zachowań. Osoby leczące się z nerwicy mówią nieraz „lubię ten stan, gdy idę tam bojąc się, a później doświadczam jak lęk opada -  to ja wygrywam”. Oczywiście w wypadku epidemii zarówno strach, jak i zagrożenie zdrowia są na tyle realne, że celowa konfrontacja z niebezpieczeństwem byłaby chybionym pomysłem. Nadal jednak warto wiedzieć, że zachowania unikające i zabezpieczające dyktowane lękiem będą go zwiększać; jeżeli np. od tygodnia nie wyszłam do sklepu, albo na spacer, mimo, iż mam ku temu powody i wielką ochotę – swoim zachowaniem przydaję mu wiarygodności, pokazuję sobie, że lęk liczy się bardziej niż neutralna czy przyjazna rzeczywistość – to pogłębi napięcie.

 

Zarówno racjonalizowanie myślenia, jak konfrontacja z lękiem nie są proste – wymagają wysiłku i wytrwałości – a te  o s o b i s t e j  o d p o w i e d z i a l n o ś c i. To ja mogę podjąć decyzję o tym, że nie chcę pogrążyć się w przykrych odczuciach (czy będzie to lęk czy zgorzknienie) i włożyć wysiłek w przełamanie błędnego koła. Ktoś inny może mi w tym pomóc – jako przewodnik który podpowie drogę  – ale nie zbawiciel, który zrobi to za mnie. Ja mogę też wybrać pozostanie w lęku, raczej nie w pełni świadomie. Zazwyczaj skłaniają nas do tego ukryte psychologiczne korzyści lub blokady. Oto niektóre z nich;

 

  1. Chcę przygotować się na najgorsze. Wiele osób wyznaje zasadę „spodziewaj się najlepszego, przygotuj na najgorsze”. Lękowe myślenie jest tu z założenia strategią rozwiązywania problemów. Połączona z nadmiarowym lękiem, daje ona pretekst do wertowania kolejnych czarnych scenariuszy. Probierzem użyteczności takiej strategii może być moment gdy „przygotowywanie się” już tylko drenuje emocjonalnie. Po takim przygotowaniu możemy nie mieć nawet siły cieszyć się najlepszym, a co dopiero stawiać czoła umiarkowanie pomyślnemu..

 

  1. Gdy jesteśmy przestraszeni, myślenie pełne lęku czy pesymizmu wydaje się bardziej wiarygodne. Traktując je poważnie, możemy próbować zasłużyć na jakieś fatalne „a nie mówiłem”. „Od początku wiedziałem, że najgorszy będzie ten krach gospodarczy”. Tracimy spokój - zyskujemy krótkotrwałą chwałę przepowiadania przyszłości.

 

3. Zwłaszcza w poprzednich pokoleniach popularne było założenie, że „dobrzy ludzie się martwią”. To referujące do moralności przekonanie, może nie tylko służyć do wpędzania nas samych w obawy i zgorzknienie, ale i innych w poczucie winy, bo przecież; „to niemoralne nie martwić się w takiej sytuacji”. Sumienie w przeważającej mierze ukształtowano nam w dzieciństwie i może ono zawierać kalki wychowania, z którymi nasz dorosły rozum by się nie zgodził. Często zasady ułatwiające wychowanie dziecka, zmieniają się później w usztywniony wzorzec pozornego dobra; bądź zawsze miły, nie wypowiadaj krytyki, unikaj konfrontacji, nie odmawiaj. Większość z tych zasad ma sens, o ile zachowa się elastyczność, czasem jednak dorosłym ludziom z takim nadrukiem trudno uwolnić się od przymusu wybierania pozornego dobra, rozróżnić czy dane poczucie winy jest realistyczne czy nadmiarowe. Jeżeli zgodzicie się, że „dobro poznamy po owocach”, to 

pomocną podowiedź macie zawsze w zasięgu. Własne doświadczenie pokaże wam, czy takie owoce jak lęk, zmartwienie, bycie obwinianym smakują dobrze?

 

4. Pogrążenie się w lęku, przygnębieniu, czy innym dostatecznie obezwładniającym uczuciu może nam pomóc odpychać poczucie odpowiedzialności za swoje życie. „Jest tak beznadziejnie, że nic nie da się zrobić” „Jest mi zbyt ciężko i po prostu nie jestem w stanie”. Udaje nam się wtedy uniknąć wyzwań, nowości, oceny, ryzyka, wysiłku.. a jednocześnie realizacji swojego potencjału, marzeń, atrakcyjnego życia, podmiotowości w kształtowaniu go, wiary w siebie. Jeżeli bardzo zdemonizowaliśmy te pierwsze, to może się wydawać, że się opłaca. Czasem też żal byłoby rezygnować z zatroskanych opiekunów. Nieuchronnie czekają jednak w tym zestawie przykre uczucia do samych siebie; niezadowolenie, złość i żal za traconym życiem. To straszna pułapka. 

 

5. Może być też tak, że to bliscy wciągają nas w destrukcyjny sposób myślenia. Kiedy wpadną w błędne koło lęku czy przygnębienia – chcemy pomóc im się z niego wydostać – i często razem nam to wychodzi. Czasem jednak zdarza się, że nie szukają pomocy, a ulgi. Jeżeli utknęli w pułapce opisanej wyżej i pogrążają się w dole, z którego nie widać wyzwań, to wyrzucenie żali od czasu do czasu, pomaga doraźnie sobie ulżyć bez wprowadzania zmian i utwierdzić się w unieszczęśliwiających ale wygodnych przekonaniach. Jeżeli przyjmujemy rolę powiernika w takiej sytuacji, nie łudźmy się, że pomagamy ją zmienić – przeciwnie – pomagamy w niej trwać. Niełatwo jest odnaleźć swoje miejsce w podobnej relacji, rozważania na ten temat przekroczyłyby zakres powyższego artykułu, poprzestanę więc na zachęceniu zainteresowanych do poszukania go. 

 

Gdy te lub inne kotwice motywują nas do podsycania lęku, zmartwienia, przygnębienia to warto zdecydować się na to świadomie, lub oczywiście zdecydować odwrotnie. Mam nadzieję, że udało mi się zainspirować Was do refleksji nad swoim stylem reagowania na stres a na nadchodzący długi weekend chciałam życzyć zdrowia i pogody, nie tylko ducha ;).

 

Marta Błażewicz

 

 

 

 

Marta Błażewicz,

Psycholog, Psychoterapeuta

Specjalista Terapii Uzależnień

 

 

30 April 2020

Jak nie zwariować w czasie pandemii?
Kilka kolejnych porad na wiosnę.. 2020

MARTWIENIE NIEPRODUKTYWNE

 

- WYOBRAŻONA SYTUACJA LUB PROBLEM

(sytuacja mało prawdopodobna)

 

- NIE MA POTRZEBY LUB MOŻLIWOŚCI PODEJMOWANIA DZIAŁAŃ

 

- MARTWIENIE SIĘ NIE JEST MOTYWUJĄCE, ZABIERA CZAS I ENERGIĘ

 

- ILOŚĆ CZASU POŚWIĘCONA NA MARTWIENIE SIĘ JEST NADMIERNA.

MARTWIENIE SiĘ PRODUKTYWNE

 

- FAKTYCZNA SYTUACJA LUB PROBLEM

(bardzo prawdopodobna sytuacja)

 

- MOŻNA ROZWIĄZAĆ PROBLEM LUB PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO SYTUACJI

 

- MARTWIENIE SIĘ MOBILIZUJE DO PODJĘCIA KROKÓW ZARADCZYCH, SKUTECZNEGO PRZYGOTOWANIA

 

- ADEKWATNA ILOŚĆ CZASU NA MARTWIENIE SIĘ

 A) PRZYKŁADOWE ARGUMENTY ZA

 

- naukowcy mówią, ze wszyscy (min 80 %) muszą zachorować (weryfikuję; to nie są przewidywania przyszłości tylko warunek uzyskania odporności społeczeństwa)

- to bardzo zaraźliwa choroba, która przebyła już cały świat

- nie ma na to lekarstwa ani szczepionki

 B) PRZYKŁADOWE ARGUMENTY PRZECIW

 

- Do tej pory w Chinach odnotowano poniżej 85 tyś zachorowań/ 1,3 mld ludności - to zonacza około 0,065 % społeczeństwa, a obecna fala epidemii tam dogasa

- Choroba nie może swobodnie się rozprzestrzeniać jeżeli stosujemy izolację. Jeżeli ja ją stosuję - najprawdopodobniej jestem bezpieczna.