Podczas terapii osoby uzależnione często pytają z głębokim żalem „czemu nie zobaczyłem tego wcześniej?”. Trudno im spojrzeć wstecz, na życie zrujnowane przez alkohol, a marzenia podpowiadają rozwiązanie już niedostępne.

 

                    Chciałabym odpowiedzieć na to pytanie. Czemu nie zobaczyli tego wcześniej? Ale też – zabrzmi to przewrotnie – jak im się to udało? Odkładając na bok wartościowanie; w jaki sposób dorosła, często inteligentna, zdrowa psychicznie osoba, osiąga stan pożądanej dezorientacji, na tyle skutecznie, by kontynuować cenione, destrukcyjne zachowanie?

 

Zacznijmy jednak od zrozumienia  p o  c o człowiek inwestuje niebagatelny wysiłek, by nie wiedzieć co się dzieje w jego życiu.

 

                    Przede wszystkim alkohol przynosi liczne korzyści; dodaje odwagi, ułatwia otwarcie na innych, poprawia nastrój – na początku bardzo intensywnie, pozwala zapomnieć lub wyrazić złość. Przyjemny stan po zażyciu stawia wiele obietnic i niektóre z nich spełnia. Pijąc, osoba wchodzi w liczne, wartościowe dla niej interakcje. Środek psychoaktywny okazuje się kluczem do świata bliskich relacji z atrakcyjnymi ludźmi, poczucia większego luzu i zadowolenia z siebie. Jakby otwierał nową, ciekawą przestrzeń.

Po drugie, wiele osób intensyfikuje używanie, kiedy mają do tego szczególny powód. Na dany moment nie radzą sobie z czymś w życiu a używka wydaje się idealnie pasować do układanki. Prawdopodobnie będzie to brak w obszarze, którejś z wyżej wymienionych korzyści. Teorie poznawczo – behawioralne podkreślają rolę deficytów umiejętności społecznych w rozwoju uzależnienia; dla osób nieśmiałych, bądź zamkniętych, ten magiczny klucz jest panaceum na dotkliwość samotności. Inni mogą w końcu zobaczyć w sobie kogoś atrakcyjnego i wartościowego. Wielu młodych ludzi, nie zdając sobie z tego sprawy, topi w używce ból wyniesiony z trudnego rodzinnego domu, stosuje ją by wyrazić bunt, czy dopuścić do głosu głęboko stłumione uczucia. Dorośli czasem także zapijają ból a częściej podpierają alkoholem nieznośnie skonstruowane życie. Jest dla nich instant odpoczynkiem po zbyt długiej pracy, oliwieniem zegara biologicznego rozregulowanego aktywnością zmianową, oszukiwaniem uczuć alarmujących o nierozwiązanych problemach czy wieczornym samo-leczeniem skołatanych nerwów. 

 

                    Bez względu na sytuację, występowanie i rozmiar deficytów – psychoaktywna podpórka staje się dla danej osoby atrakcyjnym towarzyszem. I to takim, z którym zarówno można świętować, zabić nudę, jak i szukać ukojenia – przyjacielem „na dobre i złe”.

 

Wyodrębniając „mechanizm”; mamy do czynienia z obiektem, który przesuwa uczucia od bólu do przyjemności, niezależnie od tego, czy czujemy się naprawdę dobrze, podle, czy brak nam pobudzenia, czyli: uniwersalnym środkiem regulującym emocje. I tu tkwi siła nałogu. Uczucia – ta niepozorna sfera – to de facto nasze centrum nawigacji i najsilniejsza więź ze światem. To one odpowiadają na pytanie; „czy jestem szczęśliwy?” Wiedzą czego tak naprawdę chcemy; gdzie dążyć, czego unikać i jak adekwatnie reagować.

                    Uzależnienie włamuje się w ten strumień informacji. Jego obiekt „na skróty” przynosi emocjom odpowiedź na wszystkie poruszenia; szybko intensyfikuje dobry nastrój, wytłumia nieprzyjemny, pobudza. Coraz częściej więc uczucie kieruje chorego nie w stronę jego realnego źródła, a ku butelce. Alkohol, jak wirus komputerowy, podkrada emocjonalne informacje i każdą zamienia w  zaproszenie dla siebie. Bardziej skomplikowane i wymagające rozwiązania; podejmowanie wyzwań i problemów, rozwijanie się, zainteresowania, są bardziej kosztowne, trudniej dostępne i w efekcie postępująco zaniedbywane. Używka pomaga;

 

- „odsunąć problemy” (jednocześnie blokując ich rozwiązanie),

- „wyluzować się” (bez odniesienia do przyczyny napięcia = świadomości, rozwoju) i

- „przeżyć coś” (bez wysiłku i realnego doświadczenia).

 

Od momentu, gdy alkohol zostaje najlepszym przyjacielem emocji –  osoba uzależniona zyskuje nowy, uniwersalny powód, by chronić nadużywanie przed „światłem dziennym”. Wkrótce przyjaźń na dobre i złe, okazuje się być z gatunku tych nierozłącznych, a człowiek lojalnie wchodzi z nią w koalicję przeciw całemu swojemu życiu. Jest tak ważna dla wewnętrznej regulacji, że nasze mechanizmy obronne zaczynają ją chronić. Teoretycy upierają się, by od tej pory nie nazywać ich obronnymi a „mechanizmami choroby”. Kojarzy mi się to z karą za zdradę, rozsądźcie sami jej słuszność; mowa o funkcjach psychicznych, mających nas chronić a ostatecznie poświęcających chorobie. Niezmiennie porusza mnie widok ludzi, raczej skłonnych do poniżania siebie jako „nieudolnych” i „do niczego”, niż otwarcia oczu na fakt, że przy ilości alkoholu, którą spożywali, skończenie studiów czy rozwój zawodowy nie jest możliwy. Porażki, czy jeszcze częstsze w przebiegu uzależnienia, rezygnacje, mechanizmy będą zrzucać na własną nieudolność, bądź nadmierne wymagania / wrogość świata. „Znów mi nie wyszło – bo jestem beznadziejny, lub bo mam ciągle pod górkę” (a nie; bo piłem wcześniej przez tydzień i się nie postarałem). W głębokim stadium choroby, mechanizmy obronne przeciwstawią się nawet instynktowi samozachowawczemu; „Ja już wiem, że jestem uzależniony i że mnie to niszczy, ale ‘piję bo lubię’”.  Tzw. „destrukcyjna orientacja życiowa” doczekała się wielu artystycznych afirmacji;

 

 

„They say I'm caught up in a dream 

Well Life will pass me by, if I don't open up my eyes, 

Well that's fine by me”               

Mówią, że utknąłem w marzeniu

Cóż.. Życie mnie ominie jeśli nie otworzę oczu,

Cóż.. dla mnie to w porządku

 

 

„Wake me up”, Avicii (Avicii, Aloe Black, Mike Einziger)

 

 

                    Poezja jest tu niewiele więcej niż środkiem wyrazu. Rzeczywistość codziennego przegrywania siebie na rzecz podtrzymywania nałogu jest „nie tylko” śmiertelna, ale zwyczajnie brzydka. Powyższe obrazy przedstawiają możliwości działania nałogowych zniekształceń myślenia w rozkwicie. Jednak na tak szczelną konstrukcję iluzji trzeba zapracować. Gdyby u progu przyjmowania substancji psychoaktywnej, osoba została zagrożona stratą bliskich, pracy, czy zdrowia – zdecydowana większość cofnęłaby się. Kilka lub kilkanaście lat uzależnienia później, te same problemy są już do zaakceptowania – tzw. „system iluzji i zaprzeczeń” (wg koncepcji mechanizmów uzależnienia, prof. Jerzego Mellibrudy ) skutecznie amortyzuje rzeczywistość, stopniowo podnosząc tolerancję na koszty używania. Tak się to kończy..

 

                 ..a jak wyglądają początki?

 

                 Całkiem podobnie jak kiedy, Ty i ja, tłumaczymy własne słabostki. Małe iluzje przykrywają małe straty, a gdy się do nich przyzwyczajamy – rosną. Snujemy podwójny łańcuszek o wzrastających ogniwach, szczególnie zagęszczając go wokół tematów; stanu upojenia, problemów nim powodowanych, posiadania bądź braku kontroli nad używaniem, odpowiedzialności i poczucia winy, obrazu własnej osoby i unikania wyzwań.

Dzieje się to nieświadomie. Co to właściwie znaczy? Bez premedytacji (osoby uzależnione wierzą w swoje tłumaczenia), ale nie mimowolnie (mowa o  c e l o w e j ochronie subiektywnie korzystnego zachowania), ani bynajmniej „nie podlegając wpływowi”. Nieświadome może zostać uświadomione, bądź dalej odpychane i to zależy od naszej woli. Na pewno zdarzyło Ci się z czasem rozpoznać jakąś własną niekorzystną postawę - „uświadomić” ją. Wymaga to podjęcia refleksji, wstępnej zgody na zmianę i zachwianie obrazu siebie. Nie jest łatwe. Niemniej wielu osobom „praca nad sobą” wchodzi w nawyk. Nabierają elastyczności w zmianie postaw, czyli po części „uświadamianiu”.

 

Czy to znaczy, że także uzależnieni mogliby przejrzeć swoje iluzje?

 

                    Zazwyczaj ludzie zaczynają „rozbrajać” je, dopiero kiedy masywne straty skłonią ich do podjęcia terapii.. i wtedy – owszem – okazują się w tym skuteczni. Więc mogą. Czy jednak można nie czekać na spotkanie z „dnem” i – parafrazując pytanie z pierwszego akapitu – „zobaczyć to wcześniej”? Statystyki odpowiadają, że tak, choć należy to do rzadkości. Niewiele osób wybiera lojalność wobec siebie i życia, raczej niż toksycznego przyjaciela. Wymagałoby to zaryzykowania subiektywnego poczucia komfortu i podważenia podtrzymujących go iluzji. Ci, którzy zdobywają się na ten krok, mogą porównać swoje picie z normami Światowej Organizacji Zdrowia, bądź objawami uzależnienia (opiszę je w kolejnych artykułach), lub odbyć konsultację z terapeutą. Niewątpliwie jednak, nadal jest to „droga mniej uczęszczana”. Większość osób chroniących swój nałóg przed rzeczywistością, kontynuuje dopóki tryby iluzji nie zatną się na zbyt poważnej stracie. Pocieszające jest to, że „statystyczne dno” się podwyższa, zasmucające, że „indywidualne” wciąż często nie następuje. A oto zapowiadane zabiegi, którymi można skutecznie ukryć przed sobą dążenie do zguby;

 

- zaprzeczanie stratom, lub ich związkowi z używką, wypieranie ich

„na coś przecież trzeba wydać pieniądze”, „nic takiego się nie stało”  (lata później)->

„Kłócę się z żoną o picie, bo ona jest wrogiem alkoholu i jest czepialska” (problem jest po jej stronie) „Mam cukrzycę i nadciśnienie, ale to prawdopodobnie genetyczne”

 

- umniejszanie (minimalizowanie) strat, jak i rozmiaru nadużywania; obracanie w żart, porównywanie w górę (do kogoś, kto ma większy problem), obracanie strat w zyski – chwalenie się nimi

„tylko dwa piwa wypiłem”, „nocowałem w najdroższym hotelu w mieście”(izba wytrzeźwień), „ten Kowalski to pije jak smok”, ”grzałem przez cały weekend”

 

- tworzenie różnych wytłumaczeń (racjonalizacji) dla swojego picia, prostszych lub bardzo skomplikowanych;

ciężkie dzieciństwo, trudny okres, polska mentalność, zasłużony wypoczynek za własne pieniądze, wszyscy piją..,

 

- przerzucanie na innych odpowiedzialności za swoje działanie;

„piłem bo mnie zdenerwowałaś”, „bo mnie namówili”, „upiłem się, bo mi zabraniasz pić w domu”

 

- ucieczka od realnych wyzwań i problemów (które przeszkadzałyby w piciu); odkładanie ich do jutra, szukanie pocieszenia w marzeniach, bądź liczenie na to, że rozwiążą się same;

„od jutra nie piję”,wake me up when it’s all over, when I’m wiser, when I’m older” (obudź mnie, gdy to wszystko się skończy, gdy będę mądrzejszy i starszy, „Wake me up” Avicii), „wystarczy chcieć a problemy same się rozwiążą”, „Nie będę pracować za takie grosze. Poczekam na ofertę lekkiej, bardzo dobrze płatnej pracy, w której będę robić coś co lubię, a szef będzie mnie lubił”

 

- pogrążanie się w intelektualnych rozważaniach, bez poruszania własnych problemów

„tak, uzależnienie to straszna choroba. Jednocześnie w Polsce większość osób pije. Ba! Francuzi piją do wino do obiadu, nawet dzieci u nich piją. A co dopiero Rosjanie..”

 

- idealizowanie alkoholu;  jako bezkonkurencyjnego środka na niewiarygodnie dobre samopoczucie, sposobu załatwiania interesów, leku nerek, serca, żołądka.., inspiracji pomysłów i źródła energii. Idealizacja też zmniejsza konflikt między regulacją emocji a stratami, bo.. „jak zrezygnować z czegoś tak cennego, z powodu jednej nocy na wytrzeźwiałce?” A jeżeli powodów uzbierało się więcej, to przecież „bez alkoholu nie da się żyć”. Równolegle do maskowania strat postępuje więc idealizacja picia i obrzydzanie trzeźwego życia (czyli... życia).

 

Czy tych kilka zniekształceń wystarczy by zakryć autodestrukcje? W odpowiedzi przytoczę fragmenty piosenki Rehab, Amy Winehouse z 2006’ego roku, w którym autorka – jak wiemy skutecznie – uzasadnia własną niechęć do trzeźwienia;

 

The men Said „why you think you hear”  

I said, I got no idea      

I’m gonna, I’m gonna lose my baby,

So I always keep a bottle near  

He said I Just think Your depressed 

This, me, yeah, baby, and the rest 

 

                      ***

 

Yes, I been black

But when I come back, you'll know, know, know

I don't ever want to drink again 

I just, oh, I just need a friend 

 

                     ***      

 

I ain't got the time   And if my daddy thinks I'm fine  

They try to make me go to rehab

I said no, no, no  

Mężczyzna zapytał czemu tu jestem (terapeuta)

Powiedziałam, że nie mam pojęcia

Stracę, Stracę moje Kochanie

Więc zawsze trzymam butelkę blisko

powiedział; myślę, że po prostu jesteś przygnębiona

To, ja, tak Kochanie, i reszta..

 

                          ***

 

Tak, byłam w ciemności Ale kiedy wrócę, będziecie wiedzieć, wiedzieć, wiedzi

że już nigdy więcej nie chcę pić

Ja po prostu, oh, ja potrzebuję przyjaciela

  

 

 

                         ***

Ja nie mam czasu

I skoro mój tatuś uważa, że nic mi nie jest..

Chcą sprawić żebym poszła na odwyk   

Ja mówię nie, nie, nie....

 

                                                                                                                     

                    

 

Amy Winehouse „Rehab”, fragmenty

 

 

                   

 

                    Kolejny artykuł poświęcę normom Światowej Organizacji Zdrowia, rozróżniającym picie o niskim ryzyku szkód od ryzykownego i szkodliwego – czyli ilości alkoholu mogącej, bądź nie, prowadzić do rozwoju uzależnienia. 

 

 

 

Marta Błażewicz

psycholog

terapeutka uzależnień

 

 

mgr Marta Błażewicz, Psycholog

Specjalista Psychoterapii Uzależnień, certyfikat nr 1722

 

 

25 June 2018

"Jak rybka zagubiona w oceanie"

czyli 
                                                        UZALEŻNIENIE SIĘ NIE PRZEDSTAWIA


w Olsztyńskim

GABINECIE

online

                                       Osoby zainteresowane terapią, pojedyńczą konsultacją lub po prostu zaciekawione,

                                       zapraszam do zapoznania się z moją ofertą